środa, 26 listopada 2014
Samotność II
Z wielu innych wynika (np. 2), że istnieje powiązanie aktywności online i używania narzędzi do kontaktowania takich jak facebook, twitter ze zmniejszeniem się częstości spotkań "na żywo". Świat elektronicznych znajomości jest substytutem realnych kontaktów. Przy czym jest dużo bardziej płytki, przelotny, znajomości zawarte w ten sposób są łatwe do zerwania i na dłuższą metę niesatysfakcjonujące.
Człowiek, aby pozostawać na dłuższą metę w stanie zadowolenia i stabilizacji emocjonalnej, potrzebuje przynajmniej jednej osoby, na której może polegać bezwarunkowo (3) Osoby, które nie posiadają takiego kogoś są dużo bardziej podatne na choroby psychiczne, a także dużo łatwiej zapadają na wiele chorób. Jest to kryterium uwzględniane w badaniach mierzących poziom zadowolenia z życia.
Dlaczego tak jest?
Moim zdaniem w obecnych czasach jesteśmy bardziej samotni niż kiedykolwiek, przy czym to nie jest bezwarunkowo negatywne w moim odczuciu.
Wielorodzinny model rodziny przestał funkcjonować, a sama rodzina utraciła wiele z siły oddziaływania - możemy się przekonać, że istnieje inna "prawda", niż ta pochodząca od naszych rodziców.
Znacznie zwiększyła się sfera prywatna, o której decydujemy, jeśli tylko chcemy, to możemy prowadzić anonimowe życie na dużym osiedlu w aglomeracji, gdzie niekoniecznie musimy znać swoich sąsiadów.
Powiększyła się ilość narzędzi samotności, które umożliwiają izolację i przeżywanie doświadczeń w swoim towarzystwie. Jak chociażby słuchawki, powodują one w znacznej mierze odsunięcie się od tymczasowych grup społecznych, np. w czasie podróży miejską komunikacją.
Już nie potrzebujemy pomocy, we współczesnym świecie jest mało zagrożeń wymagających pomocy od innych osób, prawo, służby państwowe i prywatne powodują, że możemy wieść bezpieczne i w pełni samodzielne życie.
Internet powoduje, że wzrasta tendencja do szukania osób o podobnych poglądach, przykład - fora internetowe, portale tematyczne, z jednej strony powoduje to specjalizację i zwiększenie wiedzy, a z drugiej unikanie wymiany myśli w sytuacji kiedy dyskutant się z nami nie zgadza - w naszym zakątku sieci znajdziemy osoby zgadzające się z nami co do zasady (np. audiofile), a dyskusja jest pozbawiona napięcia i konfliktu: "jestem wartościowy, czy nie?".
Jeżeli człowiek to kosmos, to cywilizacja ludzka jest morzem alternatywnych światów, które rozgałęziają się w różnych momentach życiowych, na różne sposoby, w różnych warunkach początkowych i dotykane są niezliczonymi doświadczeniami, wpływającymi na każdy aspekt naszej osobowości.
Moim zdaniem samotność, którą określiłbym jako brak głębszych relacji z innymi ludźmi, powoduje po pierwsze niezadowolenie z życia, po drugie zwiększa podatność na poglądy i postawy przedstawiane przez osoby trzecie (portale internetowe, telewizja, gazety, brukowce, książki, seriale etc.), po trzecie zubaża na dłuższą metę osobowość, ograniczając ilość wyjątkowych doświadczeń.
Ale czy to jest jedyny typ samotności?
Jak można inaczej ująć samotność?
c.d.n.
środa, 22 października 2014
Pierzeja II
piątek, 8 sierpnia 2014
Pierzeja I
Zjechał na żwirowe pobocze przy wyjeździe z brudnego i zakurzonego miasta, które czasy swojej świetności miało dawno za sobą, wciąż duże, żyjące, ale już bez iskry, która dała początek gorączce, w jakiej zostało zbudowane. Zastawiając swoje wszystkie oszczędności, biorąc pożyczki, liczyli na świetlaną przyszłość, to są sny ludzi, których już nie ma, po nich – wąskie ulice, kwartały kamienic, miasto oparte na liniach i prostopadłościach. Matematyczna konstrukcja. Którą obudowało ulicami i alejami nowe pokolenie, pierzeje w zbyt wąskich przesmykach zostały zniszczone, zasiedlono okręgiem dawne miasto, wsie i przedmieścia uległy brutalnemu planowaniu.
Swąd samochodów w ruchu podnoszących pył dobiegł do niego.
Zapalił papierosa i spojrzał na zegarek, jednocześnie zaciągając się głęboko, wybiła godzina 8:36.
Setki samochodów wjeżdżało w betonowego kolosa, do pracy, na uczelnię, na zakupy. Ku codziennym troskom i problemom. Autobusy, tramwaje wypełnione ludźmi, którzy zwieszali głowy ze smutnymi wyrazami twarzy, dojrzeć uśmiechniętą osobę – rzadkość. Słuchawki, książka, okulary przeciwsłoneczne, albo po prostu wzrok wbity w przestrzeń, nadawały tej zbitej, stłoczonej masie żelastwa i osób nastrój przygnębiającej izolacji. Niemal nie dostrzegali innych będących tuż obok. Zapatrzeni w czubki własnych nosów.
Splunął.
Odpowiedział mu obojętny szum zielonego lasu, pomyślał, że niedługo spadną liście, a rośliny zaczną obumierać.
Kiedy był tuż po studiach, sądził, że uda mu się odnaleźć, że będzie jednym z tych, którzy kupują i sprzedają świat na giełdzie, by później uśmiechać się dobrotliwie, patrząc znad gazety na dzieci w swoim niemal-pałacu, na spokojnych przedmieściach zatłoczonego miasta, ale wciąż blisko głównych arterii komunikacyjnych. Że zachowa równowagę między ideałami, a rzeczywistością.
Niestety coś po drodze nawaliło. A mówiąc bardziej dosadnie – całkowicie się spierdoliło, nie chodzi o biznes, bo w tym był dobry, potrafił z łatwością nagiąć swoje możliwości do warunków i wycisnąć tyle, że później często był zaskoczony.
Spojrzał w niebo, w chmury, które znacznie lepiej wyglądały przez okulary słoneczne, niż gołym okiem. Kontrastowo.
Kiedy stracił swoją starą chęć do życia? Teraz potrzebował coraz więcej by czuć się zadowolonym, już nie wystarczył mu przyzwoity samochód, kobieta, o której mógł marzyć jeszcze jak był gnojem na studiach. Gdzieś uleciał zachwyt światem, swoim otoczeniem i przede wszystkim sobą. Został tylko brud, który przebijał się przez powierzchnię, na której jego gładki wizerunek nabierał coraz więcej rys i pęknięć.
Czuł obrzydzenie do tych wszystkich ludzi, pędzących bezmyślnie, w jego mniemaniu ograniczonych, o horyzontach myślowych osiemnastolatka, niezależnie doświadczenia życiowego.
On był znacznie dojrzalszy, tylko dlaczego do kurwy nędzy nie potrafił spojrzeć w lustro?! Golenie, jedyna czynność kiedy nie mógł tego uniknąć, na szczęście miał nowoczesną maszynę, która skracała męki do minimum. Inaczej by zwymiotował, albo rozjebał dłoń o szkło.
Każdego ranka czuł obrzydzenie do siebie, jego sny już nie były takie same jak kiedyś - wędrował po ulicach nieznanego miasta, gdzie jednak wszystko było dla niego w jakiś dziwny sposób znajome, odkrywał coraz to nowe miejsca, zakręty, proste, wzniesienia i zjazdy. Teraz albo nie pamięta snów i budzi się z przerażeniem na dźwięk budzika, albo wędruje po korytarzach, które nigdy się nie kończą, żaden skręt, żaden nawrót nie może go uratować. Czuje straszną obecność za swoimi plecami, strach go niemal paraliżuje, gdy gna na oślep, odbijając się od ścian na zakrętach, w momencie, kiedy nieznana siła go dopada - budzi się.
Po takich snach tępy ból w tyle głowy, który promieniuje w kierunku oczu go obezwładnia, tylko kilkanaście mocnych kaw w ciągu dnia, papierosy i leki powodują, że może funkcjonować.
Skończył papierosa, leniwie go dogasił w popielniczce samochodowej i wciąż mając przed oczami ludzkie zwalisko wrzucił bieg, zastanawiając się gdzie jechać, czy w ogóle jest sens jechać, może lepiej byłoby wrócić do domu i położyć się z butelką alkoholu przed telewizorem? To znacznie bezpieczniejszy wariant. A może zadzwonić po taksówkę? Samochody, które go omijały, wybijały rytm sekund jak metronom.
Wyszedł z samochodu i kiedy zrobił kroków w kierunku drzew, usłyszał szept "wyjdź z samochodu i wbiegnij pod ciężarówkę, to nie będzie bardzo boleć", rozejrzał się gwałtownie - zmroziło go, był sam. Nagle zebrało mu się na wymioty.
Miał złe przeczucia już z samego rana. Coś ma się stać, ale jeszcze nie wiadomo co, coś się zbliża, a może ktoś? - pomyślał.
- Chyba powinienem uciekać - powiedział na głos.
c.d.n.
czwartek, 19 czerwca 2014
Bańka intelektualna
Jestem ukształtowany doświadczeniami, które zebrałem w czasie życia tutaj, w takich warunkach jakie mnie otaczały, po podjęciu decyzji, które wybierałem na podstawie swojego rozeznania.
Jak pogodzić swój wewnętrzny świat przeżyć i myśli na ich temat, z światem zewnętrznym, w którym funkcjonuje tak ogromna ilość odmiennych spojrzeń na te same zjawiska, w świecie, w którym ja widzę niezliczone możliwości i drogi. Jak odróżnić, to co jest tylko moim wyobrażeniem – zbyt optymistycznym, bądź zbyt pesymistycznym i współbrzmieć ze samym sobą poprzez swoje czyny?
Codziennie funkcjonuję w swojej bańce, w której interpretacja dowolnego zdarzenia jest zabarwiona moimi poprzednimi przeżyciami i moim ich odbiorem.
Przypuszczam, że to dotyczy wszystkich ludzi. I to jest moim zdaniem naturalne, upraszczając, widzę w tym konsekwencję przyzwyczajenia – do określonego efektu emocjonalnego przypisanego do pewnego zdarzenia. Nie jesteśmy maszynami i każdy prezentuje całą gamę innych, choć często zbliżonych doświadczeń. Wychowaniem zajmują się rodzice, nauczyciele, rówieśnicy i inne osoby, które tworzą wspólnie z nami złożoną świadomość i nieświadomość, którą się posługujemy codziennie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Problem pojawia się, gdy nasza świadomość i nieświadomość znacznie odbiega od rzeczywistości (sytuacja, inne osoby, wzajemne relacje i my pośrodku) z jaką obcujemy, innymi słowy, to co trzymało naszą osobowość w kupie w rodzinie, która stosowała psychiczną przemoc jako metodę wychowawczą, niekoniecznie się sprawdzi w tworzeniu więzów przyjaźni opartych na zrozumieniu, wspieraniu się i spotykaniu z drugą osobą bez maski (niestety o ile przemoc fizyczna jest już dostrzegana jako problem, to taka już niekoniecznie).
Jednak wierzę, że to jest możliwe. Pozamiatać. Wyjść. Nabyć coś nowego. Przemeblować. Nawet przeprowadzić się w nowe miejsce. Albo po prostu leżeć na polanie, z niebiańsko miękką trawą pod sobą, mając nogi wygrzane przez słońce, w nosie zapach spieczonej ziemi spłukanej przez deszcz, a w uszach gwar.
niedziela, 2 lutego 2014
Wspomnienia
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Strumień #2
Jadę w zimowej scenerii, zapomniałem rękawiczek, a na głowie zamiast czapki mam słuchawki, z nich sączy się do mojej świadomości stara rzeka. W tramwaju pada śnieg, co tworzy surrealistyczne wrażenie. Nagle zza ściany gęstego dźwięku dochodzi do mnie krzyk dziecka. Utwór się wycisza i przełącza, matka rozmawia z kimś przez telefon, posępne brzmienie wypełnia moje uszy, powoli nabiera tempa, a w tle pojawia się kolejny krzyk dziecka, ni to szczęście, ni niezadowolenie.
Kilka chwil później, mój plecak, który trzymam na kolanach staje się również miejscem spoczywania kryształków wody, ekran dotykowy smartfona wciąż staje się przyozdabiany kropelkami wody, które rozpraszają światło, tworząc małe tęczowe punkciki, nieustannie znikają poprzez odparowywanie i pojawiają się nowe po stopieniu płatków na ciepłym wyświetlaczu, część zmazuję, ścieram palcami pisząc. Mój organizm przełącza się w tryb wzmożonej produkcji ciepła, czego początek zwiastował dreszcz, który przebiegł z góry na dół i z powrotem.
Miasta mają ze sobą potęgę, wytworzone z naturalnych materiałów, które uginają się pod ludzkim zamysłem, jak i z nowych sztucznych materiałów, skonstruowanych przez człowieka.
Palę tytoń, wchodzę na poziom, gdzie znajdują się tory, stamtąd widać miasto i jego światła. Dobitny widok. Wiatr niesie zimno i śnieg. Obłoki dymu mieszają się ze śniegiem i parą wodną z moich płuc, tworząc szaro - niebieski skrzący się pejzaż, na małą chwilę. Kiedy już dochodzę do dworca i siadam na dwa momenty, czuję ten ruch jaki się tutaj codziennie odbywa. Ręce bolą w zetknięciu z wątłym ciepłem jakie tutaj się chwieje. Ciemny dach, który przecieka podczas intensywnych opadów deszczu. Brudna posadzka. Na wszystko patrzy ochroniarz, który przystanął na schodach prowadzących donikąd.
Ruszam spokojnym krokiem do pociągu, przy kasie się dowiedziałem, że odjedzie zgodnie z planem. Ostatnio nie miałem tyle szczęścia. Kiedy już jestem w środku, zaczyna się oczekiwanie na to kopnięcie mocy, które nas poniesie w kierunku południowo zachodnim. Ono jest jak cichy gong, który powoduje konieczność ruszenia mechanizmów maszyny, zaczyna się relacja.
Otwieram okno. Kolory nabierają soczystości, a przestrzeń przejrzystości. Przejeżdżam teraz obok przystanku autobusowego, z którego wspólnie ruszamy do centrum. Uświadamiam sobie, że zapamiętam ten przystanek, to miejsce na trasie. Oznacza ono dla mnie bliskość jaka z tego przystanka dzieli mnie od jej zasypiającej twarzy, od jej uśmiechu i oczu, w których jest coś niezwykłego i wzbudzającego wewnętrzne drżenie.
Ciepło pociągu mnie zaczyna obejmować, w tym kolosie ze stali, który jest napędzany elektrycznością - czuję się dobrze. Za oknami ciemność, jesteśmy jedynym jasnym punktem, powoli w tle pojawia się komin elektrociepłowni. Światła rozpalają się po lewo i po prawo. Małe miasto rozpościera się łagodnie, aż docieramy do stacji i centrum, sunąc po nachylonym nasypie, na którym łagodnie skręcamy. Budynki wysuwają się z ciemności, tory się rozwidlają, szpalery ulic biją światłami.
Hamowanie.
Stacja.
Wymiana pasażerów.
K o p n i ę c i e.
Ścigamy się z samochodem. Raz to my obejmujemy prowadzenie, raz on. Jego światła wydobywają fragmenty lasu i elementy ulicy z mroku. Przy przejeździe kolejowym zwalniamy, zostając w tyle.
Rozmowa, którą prowadzę dopełnia poczucie ciepła, które jest tutaj obecne, poszerza uśmiech.
Idę, szybkim krokiem mijam drzewa, których gałęzie i gałązki są pokryte soplami lodu, opadają ku ziemi jak lodowe palce, które chcą mnie pochwycić, opadają ku ziemi jak lodowe dłonie szpaleru baletnic, powyginane w niemych gestach. Trawa chrupie pod każdym moim krokiem, wygięta w łuk ciężarem deszczu, który zamienił się w lód, utrwalona w tym stanie. W tym zawieszeniu.
piątek, 13 grudnia 2013
Euromajdan
Co jest ważniejsze, idea czy ona? To w co chcę wierzyć i spełnić, to co jest odległe, za mgłą niepewności, czy konkretna twarz, włosy, oczy, usta...?
Zapaliły się lampy, na początku ledwo migotały, by chwiejnie zabłysnąć słabym światłem, z każdym naszym krokiem ich płomień potężniał. Miejski bruk wzdychał z każdym naszym poruszeniem.
zemdlałem.
Maska
czwartek, 1 sierpnia 2013
Przestrzeń
It doesn't call for total withdrawal"
- Znowu, znowu minął dzień, minęła noc, a ja nie zrobiłem nic sensownego.
- Wschód słońca, kiedy ja widziałem go ostatnio?
- Czy kiedykolwiek wcześniej widziałem drzewa i las jednocześnie?
- Tak, tam jest miasto.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Dziecko II
środa, 26 czerwca 2013
Dziecko
środa, 12 czerwca 2013
Strumień #1
piątek, 7 czerwca 2013
Co do nas należy na własność?
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony
Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody
Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,
Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.
czwartek, 30 maja 2013
Okruch
czwartek, 23 maja 2013
Toksyczni ludzie 2008-2013
Kiedy powiesz, że coś czujesz, to przepadłeś, chociaż jeszcze o tym nie wiesz. Pojawiają się problemy, to źle, tamto źle, to dobrze, tamto dobrze. Ani się nie obejrzałeś, a jesteś prowadzany na smyczy jak posłuszny pies. Uzależniasz się od wahań nastroju, prawdy, kłamstwa, uśmiechu, groźby.
2. Nieświadomość
Gdybyś uważnie trzymał za rękę poznałbyś to – kłębiącą się krzywdę, która nie daje normalnie żyć.
Gdybyś uważnie spojrzał, dostrzegłbyś zmęczoną twarz znerwicowanej osoby.
Gdybyś uważnie posłuchał, usłyszałbyś mowę nienawiści.
Gdybyś uważnie poczuł woń, strach sączący się z ciała by cię przeraził.
Gdybyś uważnie pocałował, ból, którego stajesz się wtedy częścią, by cię poraził.
Po kilku miesiącach to jest już pewne. Zrobisz wszystko dla tej relacji. Może cię sterroryzować i zniszczyć, może kiedy podzieli się nienawiścią, będziecie podobni? Ale to ty będziesz zdominowany. Może słowa o tym, że czuje są prawdziwe. Ale nie polegaj na tym. Chyba, że chcesz przygotować sobie grunt pod wizytę u psychiatry w przyszłości.
Ilu z nas dało się wytresować? Zamknąć jak dżinn w lampie? Niestety, trzy życzenia nie wystarczają, by się uwolnić. To zadanie na całe jałowe i pełne goryczy życie.
Spróbuj to skończyć. Potrafisz?
Spróbuj się czegoś nauczyć. Jeszcze lepiej.
Po tygodniu, dwóch, wrócisz. Bo brak, bo jednak były dobre chwile, bo to nie było najgorsze, bo nie masz co zrobić ze sobą, nie wierzysz w lepsze jutro. Dlaczego?
3. Upadek
Jesteś złamany.
Uwierzyć w toksyczną osobę, to jak oddać duszę diabłu, tylko, że realnie, tu i teraz. Wbity w ziemię, pozbawiony pewności siebie, stłamszony przez system nagród i kar, który blokuje twoje prawdziwe ja, przez wątpliwe nadzieje, leżysz obdarty, strzępie człowieka na łasce miłości, która potrafi się wyrażać głównie przez nienawiść. Twoje modły spełzną na niczym.
Odetnij się póki jeszcze spustoszenia nie są trwałe i ciężko odwracalne. Póki nie popadniesz w obłęd. Póki nie pojawią się namacalne powody by zostać, wyobraź sobie nieść ten krzyż z twoimi dziećmi. Wyobraź sobie słuchać zrzędzenia na starość i obcować ze złamanym już potomstwem, które poniesie wasze tradycje w następny wiek. Może cię to trochę otrzeźwi.
4. Zrozumienie
Może nie powinienem o tym mówić, bo byłoby ci łatwiej, ale chcę - tak naprawdę toksyczni ludzie zasługują na miłość, na zrozumienie, na terapię, są tacy, bo ktoś ich skrzywdził, ktoś zgotował im piekło, najczęściej w ich własnym domu.
Są jak zwierzę zamknięte w klatce, wciśnięte w poczucie winy, zakazy, nakazy, rodziców, którzy ich nie traktują z odpowiednią miłością, albo w ogóle ich brak, czy widziałeś szczęśliwe zwierzę w klatce hodowlanej? Może nie miałeś okazji.
Wyobraź sobie, że ktoś ci daje jeść regularnie, załatwiasz się w wyznaczonym miejscu, jeśli nie to czeka cię kara, której nie rozumiesz, możesz zrobić kilka kroków w jedną stronę, w drugą, czasem przysługuje ci prawo do spaceru po świeżym powietrzu w kontrolowanych warunkach, twój opiekun, inaczej – właściciel, tresuje cię, żebyś się zachowywał odpowiednio w stadzie, stara się dobrać partnerkę, która mu da satysfakcję i zyski. O niczym tak naprawdę nie decydujesz.
Nie dziwię się, że zwierzęta mają problemy z rozmnażaniem się, nawet w ZOO, które przy warunkach hodowlanych to hotel pięciogwiazdkowy.
Oczywiście ludzie są o wiele bardziej skomplikowani. Potrafią myśleć abstrakcyjnie, stworzyli cywilizację, fundamentem cywilizacji zachodniej jest chrześcijaństwo, co za ironia, zdaje się, że przykazanie miłości do bliźniego, najważniejsze ze wszystkich, tutaj nie obowiązuje.
5. Konkluzja
Zanim pokochasz kogoś, powinieneś pokochać siebie, dzieląc się miłością, mnożysz szczęście.
Jak chcesz pomóc, kiedy sam jesteś u granic wyczerpania?
Nie tutaj, nie teraz. Może nigdy.
Albo zostań, podążaj tymi ścieżkami, które nic poza cierpieniem nie przyniosą, żyj w strachu i niepewności, daj sobie wtłaczać nienawiść, kłóć się, rozstawaj – wracaj, wyżywaj na innych, bądź wiecznie niewolnikiem, daj się wyssać, płacz nad swoim losem, sam. Bo drugiej osoby tak naprawdę nie ma, jej statek świadomości dawno się rozbił, a może nawet nigdy nie miał szansy dojrzeć, by sprostać tym burzom?
Tylko ty możesz.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Czego szukał?
Pot sprawił, że ubrania oblepiały szczelnie jego ciało - długo wędrował.
Nie zdawał sobie nawet sprawy jak długo.
Przybył do tego miejsca, aby poznać tajemnicę. Nie wiedział nawet jaką, ale chciał tego całym wytężeniem swej młodej woli. Nie minęło wiele czasu, a jego podróżniczy byt zapragnął spokoju, wtedy osiadł Tam na stałe, zaprzyjaźniając się z ulicą i ścianami. Poznawał ludzi i istotę miejsca. Ci ludzie, To miejsce, go przeniknęli i nasycili jego pragnienie. Mimo tego, że nie odnalazł niczego czego myślał, że pożąda.
Pewnego dnia zobaczył, jak przedmioty i myśli krążą w społeczności, cały czas się transformując. Zrozumiał wtedy wartość ruchu i jej tajemnicę. Jednak sam się nie poruszał, nie wprowadzał swojej kreacji w ten świat, właśnie po to aby uchwycić aktywność, która go otaczała. Zrozumieć jej przemiany i to jak z czegoś tworzy się coś odmiennego.
Obserwował.
Wreszcie zamiast ludzi i zdarzeń ujrzał ciemność, która się kryła za całą misterną strukturą. Przeraziła go do głębi. Nazwał ją za przykładem innych Złem i wyklął ze swego życia. Poczuł wtedy, że musi znaleźć coś innego, coś co by mogło się przeciwstawić sile zła, a także wypełnić pustkę po niej.
Szukał na ulicy, w świątyni, i w pałacu, jednak jego spojrzeniem władała ciemność, którą odkrył.
Nowa siła przyszła do niego nieoczekiwanie, w kobiecej dłoni, która siała zboże. Wtedy poznał siłę, którą nazwał za przykładem innych Dobrem.
Wyszedł ze swojego mało znaczącego dla Tego miejsca zaułka i głosił prawdę Dobra na ulicy, w świątyni, i w pałacu. Wpierw wyśmiano go, a gdy to zawiodło, został wyklęty i wygnany przemocą. Pięścią, kamieniem, i laską. Zawiedziony i obolały udał się do lasu - skąd przybył, i gdzie przez tak długi czas był jego dom, czasem tylko przegryzany poprzez odwiedziny w innych miejscach.
Położył się na skale, wpierw z zamkniętymi oczami - odpoczywał.
W pewnym momencie poczuł na sobie westchnienie wiatru, wtedy odważył się spojrzeć w przestrzeń.
Co ujrzał?
Gąszcz zieleni pod nim, miasto znajdujące się przed nim, oraz niebo ponad nim. Zrozumienie spłynęło na niego wraz ze światłem gwiazd, wraz z wonią miasta zmieszaną z zapachem roślin, wraz z chłodem powietrza, i twardością kamienia.
Cicho i delikatnie.
Twardość okazała się pieszczotliwa, chłód przyjemny, woń łagodząca siłą wspomnienia i życia z niej bijącego, a gwiazdy dały mu żar rozlewający się po całym jego ciele. Kiedy wracał ujrzał Dobro i Zło, ich współpracę i nieustający konflikt, który gorzał między nimi. Wieczne przenikanie. I teraz sam je nazwał. Nazwał je Ładem, ładem o dwóch biegunach. Nie dobrym i złym, a negatywnym i pozytywnym. Zobaczył Ład na ulicach, w świątyni i w pałacu, zrozumiał harmonię i jej nieskończoną sinusoidę, odkrył to w samym sobie.
Uśmiechnął się lekko, do świata, do siebie.
I tak właśnie zakończyła się jego wędrówka, a rozpoczęło się życie.
Co odnalazł?
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Las
Ponieważ każdy jego oddech kosztuje miliardy atomów, gdyby się zdecydował odetchnąć pełną piersią, to wtedy stałby się straszny.
Mógłby zobaczyć o wiele więcej, przejść się ulicami, poznać ludzi.
Skażonych przez ludzkość.
Dlatego chodzimy do lasu, który stoi w miejscu, bo tak naprawdę najbardziej pragniemy poruszać się po wydeptanych ścieżkach, lubimy to co jest znane i mieści się w granicach fast-foodowej percepcji.
To jest imperatyw.
Lubimy typowe sytuacje, przewidywalnych ludzi.
Boimy się porażki, miejsca, osoby, z którą nie damy sobie rady.
I zawiedziemy, ich? Nie, absolutnie nie. Zawiedlibyśmy siebie, swój obraz jaki mamy o sobie, albo który pragniemy wykreować.
I tak utrzymujemy siatkę znajomości dla różnych celów, niektórzy szukają okazji do wykorzystania umiejętności znajomego, dla poczucia akceptacji lub przynależności do grupy, inni dla okazji do ruchania, jeszcze inni szukają po prostu relaksu, nigdy nie docierając do istoty swoich kompanów.
A czy to nie jest pasjonujące?
Jakby tak – odkryć człowieka?
Jak poznać go, dotrzeć z nim w trakcie rozmowy, czy też wspólnej czynności do najgłębszej jej/jego części.
Tym trudniejsze jest to wobec płci przeciwnej, to jest inny świat, inna logika, inne odczucia w danych sytuacjach.
Inne naciski, wpojone jak psu Pawłowa, którym ulegamy, przebywaliśmy tyle czasu w otoczeniu które nas programowało, jak tutaj odkryć chociażby siebie samego?
Jak to zrobić jeśli składamy się tylko i wyłącznie z masek, nakładanych na różne okazje, nawet wtedy gdy patrzymy w lustro?
Czasem wyskoczenie przez okno (na parterze) i bieganie po śniegu pomaga.
Czasem papieros na wielkim pustym parkingu pomaga.
Czasem słuchanie drugiej osoby, która ma coś do podzielenia się ze mną pomaga.
Czasem spacer kiedy pada śnieg – też pomaga.
Czasem łyk świeżego powietrza.
Czasem padający śnieg mnie wzrusza, powoduje, że zapominam o maskach.
Czasem blask słońca o poranku.
Staję się wtedy pełnowartościowy. Na parę chwil odrywam się od swojego brudu i jestem sobą.