środa, 26 listopada 2014
Samotność II
Z wielu innych wynika (np. 2), że istnieje powiązanie aktywności online i używania narzędzi do kontaktowania takich jak facebook, twitter ze zmniejszeniem się częstości spotkań "na żywo". Świat elektronicznych znajomości jest substytutem realnych kontaktów. Przy czym jest dużo bardziej płytki, przelotny, znajomości zawarte w ten sposób są łatwe do zerwania i na dłuższą metę niesatysfakcjonujące.
Człowiek, aby pozostawać na dłuższą metę w stanie zadowolenia i stabilizacji emocjonalnej, potrzebuje przynajmniej jednej osoby, na której może polegać bezwarunkowo (3) Osoby, które nie posiadają takiego kogoś są dużo bardziej podatne na choroby psychiczne, a także dużo łatwiej zapadają na wiele chorób. Jest to kryterium uwzględniane w badaniach mierzących poziom zadowolenia z życia.
Dlaczego tak jest?
Moim zdaniem w obecnych czasach jesteśmy bardziej samotni niż kiedykolwiek, przy czym to nie jest bezwarunkowo negatywne w moim odczuciu.
Wielorodzinny model rodziny przestał funkcjonować, a sama rodzina utraciła wiele z siły oddziaływania - możemy się przekonać, że istnieje inna "prawda", niż ta pochodząca od naszych rodziców.
Znacznie zwiększyła się sfera prywatna, o której decydujemy, jeśli tylko chcemy, to możemy prowadzić anonimowe życie na dużym osiedlu w aglomeracji, gdzie niekoniecznie musimy znać swoich sąsiadów.
Powiększyła się ilość narzędzi samotności, które umożliwiają izolację i przeżywanie doświadczeń w swoim towarzystwie. Jak chociażby słuchawki, powodują one w znacznej mierze odsunięcie się od tymczasowych grup społecznych, np. w czasie podróży miejską komunikacją.
Już nie potrzebujemy pomocy, we współczesnym świecie jest mało zagrożeń wymagających pomocy od innych osób, prawo, służby państwowe i prywatne powodują, że możemy wieść bezpieczne i w pełni samodzielne życie.
Internet powoduje, że wzrasta tendencja do szukania osób o podobnych poglądach, przykład - fora internetowe, portale tematyczne, z jednej strony powoduje to specjalizację i zwiększenie wiedzy, a z drugiej unikanie wymiany myśli w sytuacji kiedy dyskutant się z nami nie zgadza - w naszym zakątku sieci znajdziemy osoby zgadzające się z nami co do zasady (np. audiofile), a dyskusja jest pozbawiona napięcia i konfliktu: "jestem wartościowy, czy nie?".
Jeżeli człowiek to kosmos, to cywilizacja ludzka jest morzem alternatywnych światów, które rozgałęziają się w różnych momentach życiowych, na różne sposoby, w różnych warunkach początkowych i dotykane są niezliczonymi doświadczeniami, wpływającymi na każdy aspekt naszej osobowości.
Moim zdaniem samotność, którą określiłbym jako brak głębszych relacji z innymi ludźmi, powoduje po pierwsze niezadowolenie z życia, po drugie zwiększa podatność na poglądy i postawy przedstawiane przez osoby trzecie (portale internetowe, telewizja, gazety, brukowce, książki, seriale etc.), po trzecie zubaża na dłuższą metę osobowość, ograniczając ilość wyjątkowych doświadczeń.
Ale czy to jest jedyny typ samotności?
Jak można inaczej ująć samotność?
c.d.n.
środa, 22 października 2014
Pierzeja II
piątek, 8 sierpnia 2014
Pierzeja I
Zjechał na żwirowe pobocze przy wyjeździe z brudnego i zakurzonego miasta, które czasy swojej świetności miało dawno za sobą, wciąż duże, żyjące, ale już bez iskry, która dała początek gorączce, w jakiej zostało zbudowane. Zastawiając swoje wszystkie oszczędności, biorąc pożyczki, liczyli na świetlaną przyszłość, to są sny ludzi, których już nie ma, po nich – wąskie ulice, kwartały kamienic, miasto oparte na liniach i prostopadłościach. Matematyczna konstrukcja. Którą obudowało ulicami i alejami nowe pokolenie, pierzeje w zbyt wąskich przesmykach zostały zniszczone, zasiedlono okręgiem dawne miasto, wsie i przedmieścia uległy brutalnemu planowaniu.
Swąd samochodów w ruchu podnoszących pył dobiegł do niego.
Zapalił papierosa i spojrzał na zegarek, jednocześnie zaciągając się głęboko, wybiła godzina 8:36.
Setki samochodów wjeżdżało w betonowego kolosa, do pracy, na uczelnię, na zakupy. Ku codziennym troskom i problemom. Autobusy, tramwaje wypełnione ludźmi, którzy zwieszali głowy ze smutnymi wyrazami twarzy, dojrzeć uśmiechniętą osobę – rzadkość. Słuchawki, książka, okulary przeciwsłoneczne, albo po prostu wzrok wbity w przestrzeń, nadawały tej zbitej, stłoczonej masie żelastwa i osób nastrój przygnębiającej izolacji. Niemal nie dostrzegali innych będących tuż obok. Zapatrzeni w czubki własnych nosów.
Splunął.
Odpowiedział mu obojętny szum zielonego lasu, pomyślał, że niedługo spadną liście, a rośliny zaczną obumierać.
Kiedy był tuż po studiach, sądził, że uda mu się odnaleźć, że będzie jednym z tych, którzy kupują i sprzedają świat na giełdzie, by później uśmiechać się dobrotliwie, patrząc znad gazety na dzieci w swoim niemal-pałacu, na spokojnych przedmieściach zatłoczonego miasta, ale wciąż blisko głównych arterii komunikacyjnych. Że zachowa równowagę między ideałami, a rzeczywistością.
Niestety coś po drodze nawaliło. A mówiąc bardziej dosadnie – całkowicie się spierdoliło, nie chodzi o biznes, bo w tym był dobry, potrafił z łatwością nagiąć swoje możliwości do warunków i wycisnąć tyle, że później często był zaskoczony.
Spojrzał w niebo, w chmury, które znacznie lepiej wyglądały przez okulary słoneczne, niż gołym okiem. Kontrastowo.
Kiedy stracił swoją starą chęć do życia? Teraz potrzebował coraz więcej by czuć się zadowolonym, już nie wystarczył mu przyzwoity samochód, kobieta, o której mógł marzyć jeszcze jak był gnojem na studiach. Gdzieś uleciał zachwyt światem, swoim otoczeniem i przede wszystkim sobą. Został tylko brud, który przebijał się przez powierzchnię, na której jego gładki wizerunek nabierał coraz więcej rys i pęknięć.
Czuł obrzydzenie do tych wszystkich ludzi, pędzących bezmyślnie, w jego mniemaniu ograniczonych, o horyzontach myślowych osiemnastolatka, niezależnie doświadczenia życiowego.
On był znacznie dojrzalszy, tylko dlaczego do kurwy nędzy nie potrafił spojrzeć w lustro?! Golenie, jedyna czynność kiedy nie mógł tego uniknąć, na szczęście miał nowoczesną maszynę, która skracała męki do minimum. Inaczej by zwymiotował, albo rozjebał dłoń o szkło.
Każdego ranka czuł obrzydzenie do siebie, jego sny już nie były takie same jak kiedyś - wędrował po ulicach nieznanego miasta, gdzie jednak wszystko było dla niego w jakiś dziwny sposób znajome, odkrywał coraz to nowe miejsca, zakręty, proste, wzniesienia i zjazdy. Teraz albo nie pamięta snów i budzi się z przerażeniem na dźwięk budzika, albo wędruje po korytarzach, które nigdy się nie kończą, żaden skręt, żaden nawrót nie może go uratować. Czuje straszną obecność za swoimi plecami, strach go niemal paraliżuje, gdy gna na oślep, odbijając się od ścian na zakrętach, w momencie, kiedy nieznana siła go dopada - budzi się.
Po takich snach tępy ból w tyle głowy, który promieniuje w kierunku oczu go obezwładnia, tylko kilkanaście mocnych kaw w ciągu dnia, papierosy i leki powodują, że może funkcjonować.
Skończył papierosa, leniwie go dogasił w popielniczce samochodowej i wciąż mając przed oczami ludzkie zwalisko wrzucił bieg, zastanawiając się gdzie jechać, czy w ogóle jest sens jechać, może lepiej byłoby wrócić do domu i położyć się z butelką alkoholu przed telewizorem? To znacznie bezpieczniejszy wariant. A może zadzwonić po taksówkę? Samochody, które go omijały, wybijały rytm sekund jak metronom.
Wyszedł z samochodu i kiedy zrobił kroków w kierunku drzew, usłyszał szept "wyjdź z samochodu i wbiegnij pod ciężarówkę, to nie będzie bardzo boleć", rozejrzał się gwałtownie - zmroziło go, był sam. Nagle zebrało mu się na wymioty.
Miał złe przeczucia już z samego rana. Coś ma się stać, ale jeszcze nie wiadomo co, coś się zbliża, a może ktoś? - pomyślał.
- Chyba powinienem uciekać - powiedział na głos.
c.d.n.
czwartek, 19 czerwca 2014
Bańka intelektualna
Jestem ukształtowany doświadczeniami, które zebrałem w czasie życia tutaj, w takich warunkach jakie mnie otaczały, po podjęciu decyzji, które wybierałem na podstawie swojego rozeznania.
Jak pogodzić swój wewnętrzny świat przeżyć i myśli na ich temat, z światem zewnętrznym, w którym funkcjonuje tak ogromna ilość odmiennych spojrzeń na te same zjawiska, w świecie, w którym ja widzę niezliczone możliwości i drogi. Jak odróżnić, to co jest tylko moim wyobrażeniem – zbyt optymistycznym, bądź zbyt pesymistycznym i współbrzmieć ze samym sobą poprzez swoje czyny?
Codziennie funkcjonuję w swojej bańce, w której interpretacja dowolnego zdarzenia jest zabarwiona moimi poprzednimi przeżyciami i moim ich odbiorem.
Przypuszczam, że to dotyczy wszystkich ludzi. I to jest moim zdaniem naturalne, upraszczając, widzę w tym konsekwencję przyzwyczajenia – do określonego efektu emocjonalnego przypisanego do pewnego zdarzenia. Nie jesteśmy maszynami i każdy prezentuje całą gamę innych, choć często zbliżonych doświadczeń. Wychowaniem zajmują się rodzice, nauczyciele, rówieśnicy i inne osoby, które tworzą wspólnie z nami złożoną świadomość i nieświadomość, którą się posługujemy codziennie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Problem pojawia się, gdy nasza świadomość i nieświadomość znacznie odbiega od rzeczywistości (sytuacja, inne osoby, wzajemne relacje i my pośrodku) z jaką obcujemy, innymi słowy, to co trzymało naszą osobowość w kupie w rodzinie, która stosowała psychiczną przemoc jako metodę wychowawczą, niekoniecznie się sprawdzi w tworzeniu więzów przyjaźni opartych na zrozumieniu, wspieraniu się i spotykaniu z drugą osobą bez maski (niestety o ile przemoc fizyczna jest już dostrzegana jako problem, to taka już niekoniecznie).
Jednak wierzę, że to jest możliwe. Pozamiatać. Wyjść. Nabyć coś nowego. Przemeblować. Nawet przeprowadzić się w nowe miejsce. Albo po prostu leżeć na polanie, z niebiańsko miękką trawą pod sobą, mając nogi wygrzane przez słońce, w nosie zapach spieczonej ziemi spłukanej przez deszcz, a w uszach gwar.
środa, 2 kwietnia 2014
Polecane w muzyce #1
Steely Dan
Zespół, który gra żywy relaks z intelektualnym zadziorem, pozwala odpocząć i jednocześnie pozostać ożywionym.
Spotify: Playlista
Youtube:
Violens
Mistrzowie nastroju, gry emocjami na wielowarstwowym poziomie, którzy codzienny chleb razowy potrafią przedstawić w sposób subtelny i pociągająco świeży, innymi słowy - lubią intelektualne podróże w wewnętrzny świat przeżyć.
Spotify: Playlista2
Youtube:
Ludovico Einaudi
Gra emocjami, która przeradza się w dryfującą łódkę, szukającą przystani, w blask słońca, który budując napięcie rozkłada się podczas wiosennego deszczu, by wielobarwnie zakwitnąć... A to tylko początek.
Spotify: Playlista3
Youtube:
Garść nowości (j.w.):
Stereolab
Abstrakcja, zaangażowanie, innowacyjny pop.
Spotify: Playlista4
Youtube:
Band of Susans
Słyszałeś kiedyś rozum z sercem, które dochodzą do porozumienia i tworzą wspólnie nowy wymiar komunikacji?
Spotify: Playlista5
Youtube:
Black Rebel Motorcycle Club
Kilka emocjonalnych kawałków, tylko tyle, ale mi to wystarcza.
Spotify: Playlista5
Youtube:
środa, 5 lutego 2014
Lady Godiva
Według legendy, gdy poprosiła męża, by złagodził drastyczne zobowiązania finansowe, którymi była obłożona ludność Coventry, ten postawił jej warunek: jeśli Godiva przejedzie konno przez miasto całkowicie naga – obniży podatki. Godiva postanowiła spełnić ów warunek, wymogła jednak na mieszkańcach, by wszyscy pozostali w tym czasie w domach, z zamkniętymi okiennicami, aby jej nie widzieli. Wszyscy usłuchali prośby, tylko jeden człowiek, krawiec, nazwany później Tomem Podglądaczem (ang. Peeping Tom), podejrzał okrytą jedynie długimi włosami Godivę przez otwór w okiennicy. Został za to ukarany ślepotą. Leofric docenił poświęcenie żony, dotrzymał danego słowa i zniósł wygórowane zobowiązania podatkowe. (tekst pochodzący z wikipedii - link do artykułu)
niedziela, 2 lutego 2014
Wspomnienia
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Strumień #2
Jadę w zimowej scenerii, zapomniałem rękawiczek, a na głowie zamiast czapki mam słuchawki, z nich sączy się do mojej świadomości stara rzeka. W tramwaju pada śnieg, co tworzy surrealistyczne wrażenie. Nagle zza ściany gęstego dźwięku dochodzi do mnie krzyk dziecka. Utwór się wycisza i przełącza, matka rozmawia z kimś przez telefon, posępne brzmienie wypełnia moje uszy, powoli nabiera tempa, a w tle pojawia się kolejny krzyk dziecka, ni to szczęście, ni niezadowolenie.
Kilka chwil później, mój plecak, który trzymam na kolanach staje się również miejscem spoczywania kryształków wody, ekran dotykowy smartfona wciąż staje się przyozdabiany kropelkami wody, które rozpraszają światło, tworząc małe tęczowe punkciki, nieustannie znikają poprzez odparowywanie i pojawiają się nowe po stopieniu płatków na ciepłym wyświetlaczu, część zmazuję, ścieram palcami pisząc. Mój organizm przełącza się w tryb wzmożonej produkcji ciepła, czego początek zwiastował dreszcz, który przebiegł z góry na dół i z powrotem.
Miasta mają ze sobą potęgę, wytworzone z naturalnych materiałów, które uginają się pod ludzkim zamysłem, jak i z nowych sztucznych materiałów, skonstruowanych przez człowieka.
Palę tytoń, wchodzę na poziom, gdzie znajdują się tory, stamtąd widać miasto i jego światła. Dobitny widok. Wiatr niesie zimno i śnieg. Obłoki dymu mieszają się ze śniegiem i parą wodną z moich płuc, tworząc szaro - niebieski skrzący się pejzaż, na małą chwilę. Kiedy już dochodzę do dworca i siadam na dwa momenty, czuję ten ruch jaki się tutaj codziennie odbywa. Ręce bolą w zetknięciu z wątłym ciepłem jakie tutaj się chwieje. Ciemny dach, który przecieka podczas intensywnych opadów deszczu. Brudna posadzka. Na wszystko patrzy ochroniarz, który przystanął na schodach prowadzących donikąd.
Ruszam spokojnym krokiem do pociągu, przy kasie się dowiedziałem, że odjedzie zgodnie z planem. Ostatnio nie miałem tyle szczęścia. Kiedy już jestem w środku, zaczyna się oczekiwanie na to kopnięcie mocy, które nas poniesie w kierunku południowo zachodnim. Ono jest jak cichy gong, który powoduje konieczność ruszenia mechanizmów maszyny, zaczyna się relacja.
Otwieram okno. Kolory nabierają soczystości, a przestrzeń przejrzystości. Przejeżdżam teraz obok przystanku autobusowego, z którego wspólnie ruszamy do centrum. Uświadamiam sobie, że zapamiętam ten przystanek, to miejsce na trasie. Oznacza ono dla mnie bliskość jaka z tego przystanka dzieli mnie od jej zasypiającej twarzy, od jej uśmiechu i oczu, w których jest coś niezwykłego i wzbudzającego wewnętrzne drżenie.
Ciepło pociągu mnie zaczyna obejmować, w tym kolosie ze stali, który jest napędzany elektrycznością - czuję się dobrze. Za oknami ciemność, jesteśmy jedynym jasnym punktem, powoli w tle pojawia się komin elektrociepłowni. Światła rozpalają się po lewo i po prawo. Małe miasto rozpościera się łagodnie, aż docieramy do stacji i centrum, sunąc po nachylonym nasypie, na którym łagodnie skręcamy. Budynki wysuwają się z ciemności, tory się rozwidlają, szpalery ulic biją światłami.
Hamowanie.
Stacja.
Wymiana pasażerów.
K o p n i ę c i e.
Ścigamy się z samochodem. Raz to my obejmujemy prowadzenie, raz on. Jego światła wydobywają fragmenty lasu i elementy ulicy z mroku. Przy przejeździe kolejowym zwalniamy, zostając w tyle.
Rozmowa, którą prowadzę dopełnia poczucie ciepła, które jest tutaj obecne, poszerza uśmiech.
Idę, szybkim krokiem mijam drzewa, których gałęzie i gałązki są pokryte soplami lodu, opadają ku ziemi jak lodowe palce, które chcą mnie pochwycić, opadają ku ziemi jak lodowe dłonie szpaleru baletnic, powyginane w niemych gestach. Trawa chrupie pod każdym moim krokiem, wygięta w łuk ciężarem deszczu, który zamienił się w lód, utrwalona w tym stanie. W tym zawieszeniu.
sobota, 11 stycznia 2014
Dżalaloddin Rumi (Dżalal ad-Din ar-Rumi)
Wikipedia
"W pogrzebie Maulany uczestniczyli wyznawcy różnych religii – oprócz muzułmanów także i grekokatolicy, Ormianie, Persowie i Żydzi. Zapewne miało to związek z przeświadczeniem Rumiego zawartym w jego poezji, że wszystkie religie stanowią drogę do tego samego boga."
Uważał, że miłość jest siłą stwórczą, a miłowanie Boga drogą do oświecenia.
Istnieją tłumaczenia na język polski, Rumi używał prostego języka do przekazywania skomplikowanych prawd o człowieku, miłości, Bogu.
Mały wybór z tomiku "W mgnieniu słów. Poezje":
W tym mirażu nieistnienia źródłem życia jestem ja.
I gdy w gniewie mnie porzucisz na wiele setek lat,
I tak w końcu wrócisz do mnie, bo granicą jestem ja.
Nie mówiłem : Niech nie cieszy cię scena tego świata,
Kiedy mistrzem dni i nocy twych radości jestem ja?
Nie mówiłem : Jestem wodą, a ty rybą,
Nie płyń, gdzie ląd, kiedy morzem barw i smaków jestem ja?
Nie mówiłem : Byś jak ptaki nie schodził ku przynęcie?
Zawróć, bo siłą lotu, mocą nóg i skrzydeł jestem ja.
Nie mówiłem, że ograbią, serce zmienią w bryły lodu.
Kiedy ogniem, blaskiem, ciepłem twej przestrzeni jestem ja?
Nie mówiłem, ze przymioty w ciebie włożą wszechohydy,
Byś zapomniał, że początkiem wszechprzymiotów jestem ja?
Nie mówiłem, byś nie mówił, gdzie przyczyna jest porządku,
Kiedy stwórcą bezprzyczynnym jestem ja?
Jeśliś światłem serca, wiedz, gdzie jest droga do domu.
Jeśliś Bogu podobny, wiedz, ze nad tobą jestem ja
Kiedy :ja” będzie „mną” jako takim?
Rzekłeś : To, co tajemne, daj na środek.
Gdzie środek w tym środku „mnie” spocznie ?
W tym statku wędrującym „mnie” jednakim?
Także morze zatopiło się we „mnie”,
Bezbrzeżne morze zwane „,mną” jako takim.
Nie ma „mnie”, w obu światach „mnie” nie szukaj,
Oba zatraciły się w świecie „mnie” jednakim.
Wolny od strat i zysków niczym niebyt.
Cudak zmiennie niezmienny „mnie” jednaki.
Rzekłem : O duszo! Ty i ja to jedno.
Gdzie jedność - rzekła - z okiem „mnie” jednakim?
Rzekłem : Skoro jeszcze nie ma cię w słowie,
Jam przed tobą mówiący bez słów jako taki.
Oto „ja” biegnące bez nóg, „mnie” jednakie.
Głos : Czemu biegniesz? słyszę nagle Spójrz
Na to jawne – niejawne „mnie” jednakie.
Gdy zobaczyłem Słońce Tebrizu ja,
To morze, skarb, kopalnię „mnie” jednakie
Nie szukaj mnie tam, bom z duszą jednym jest.
Każdy, wołając cię, myśli o sobie.
Ja zaś, wołając, ciebie dla ciebie chcę.
Ty też mnie widzisz w barwach, jakich chcesz,
Czy dobrych, czy złych? To bez różnicy jest.
Raz mnie przestępcą, a raz zdrajcą zwiesz.
To prawda, jam takim, póki-ś takim jest.
Dla ślepego nie ma mnie, jam pustką jest.
Dla uszu, co nie słyszą, jam niemy jest.
Jam wodą wód, sadem sadów, duszo !
Dla tysiąca róż jam jedna z nich jest.
Statkiem jest słowo, a sens morzem jest.
Wsiadaj szybko, bez ciebie on w porcie jest.
Z ciebie słodycz mej mowy i tutaj, i tam też.
Serce skosztowało twego wina – wyszło w świat.
Z nim czy bez niego – jestem, choć ono przy tobie jest.
Czekamy chwili, a serce pilnuje ciebie
W spokoju, w buncie, w zamieszaniu, w tłumie też.
Wino i wiatr od ciebie falą budzi serce
Szczęśliwe w upodleniu, w wysokich lotach też.
Chmura twej łaski w ziemię wsączyła swój napój,
Naszą duszą i życiem zmiękczyła granit też.
Gdy świat się skończy i ślad po człowieku zniknie,
Z tobą i duszy miło, i duszom razem też.
Twój pijany powab, twój czar i twoja magia
Wprawiły w osłupienie wszystkich – mądrego też.
Miłość kolcem kwitnie.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Wtedy miłość milknie.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Komar cię zwycięża.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Słoń ci nie dorówna.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Ciążysz chmurą smutku.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Mgły nikną przed tobą.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Kochanek się dąsa.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Podchodzi on w pląsach.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Jak jesień się wichrzysz.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Wiosnę w grudniu widzisz.
Szukając spokoju, w niepokoju się spełniasz.
Idź zatem za niepokojem, a spokój zyskasz.
Szukając przyjemności, nieprzyjemność rodzisz.
Odrzuć więc przyjemność, w truciźnie się odrodzisz.
Potrzeba sensu uczucie bezsensu obrodzisz.
Porzuć ją, a kwiatami sensu bezsensu rodzi.
Nie miłość kochanka, lecz hardość jego miłuj.
Wtenczas we łzach zobaczysz dar jego miłości.
Choru Wschodu, Słońce Religii znad Tebrizu –
Uwierz mi – przez mgły i gwiazdy przebije się nagi.
Piękno księżyca lepsze czy ten, co księżyc tworzy ?
O, sadzie ! Tyś jest milszy czy kwiat i trawy w tobie ?
Czy ten, co ziarna wzbudza, narcyzy mokre tworzy ?
O, rozumie ! Tyś lepszy wiedzą i zmysłem,
Czy ten, co w każdej chwili tysiące myśli tworzy ?
O, miłości ! Choć jesteś niespokojnie splątana,
Jest coś, co dla miłości opończę z ognia tworzy.
Właśnie tym ja pijany, stumaniony, zdumiony,
Co raz pali mi skrzydła, raz je znowu tworzy.
Z jego łaski w serc głębi jest i Szirin i Chosrou,
On z jednej kropli myśli tysiące skarbów tworzy.
W miłości wszystkie skarby zamienia w miałki proch.
A z tej miłości jeszcze inne rzeczy tworzy.
Och, Słońce Prawdy Tebrizu ! Gdy uczynki serca
Słońce w grot przetopi, w sercu tarczę stworzy.
Zakochanym jej bezdroża zawsze drogami.
Rozum mówi : Nie ma drogi poza zmysłami.
Miłość mówi : Już nie raz szłam tymi drogami.
Rozum stragan ujrzał, nuże towar swój chwalić.
Oko miłości za nim dojrzało stragany.
Niejeden Mensur, skrycie oddany miłości,
Wzgardził mównicą, wybierając szubienicę.
Kochającym fusy winne – szczęście zapału.
Rozumnym niedowiarkom – piekło niepewności.
Rozum mówi : Nie idź tam, w wyciszeniu jest ból.
Miłość mówi :Ależ w tobie jest niejeden ból.
Nie mów już więcej, wyrwij z serca istnienia ból,
Żebyś ujrzał w sobie bogactwa ogrodów strój.
O, Szamsie ! Tyś jest słońcem obłoku słów,
Słońce gdy wzeszło, rozpłynął się urok mów.
środa, 8 stycznia 2014
KobietaMężczyzna - czyli playlista #3
Pierwsza część odnosi się do mówiąc delikatnie, niezbyt udanej relacji, druga część odnosi się do stanu przejściowego i niepewności z nim związanej, trzecia część odnosi się do prób wyjścia poza negatywne schematy.
Dostępne na youtube: Playlista #3
Dostępne na spotify: Playlista #3
piątek, 13 grudnia 2013
Euromajdan
Co jest ważniejsze, idea czy ona? To w co chcę wierzyć i spełnić, to co jest odległe, za mgłą niepewności, czy konkretna twarz, włosy, oczy, usta...?
Zapaliły się lampy, na początku ledwo migotały, by chwiejnie zabłysnąć słabym światłem, z każdym naszym krokiem ich płomień potężniał. Miejski bruk wzdychał z każdym naszym poruszeniem.
zemdlałem.
Maska
piątek, 8 listopada 2013
Stan depresji i zawieszenia spraw czyli playlista #2
Jak się okazało, dużo utworów muzycznych jakie znam niesie ze sobą właśnie te cechy.
Zapraszam do słuchania:
Dostępne na youtube:
Playlista #2
Dostępne na spotify:
Playlista#2
czwartek, 1 sierpnia 2013
Przestrzeń
It doesn't call for total withdrawal"
- Znowu, znowu minął dzień, minęła noc, a ja nie zrobiłem nic sensownego.
- Wschód słońca, kiedy ja widziałem go ostatnio?
- Czy kiedykolwiek wcześniej widziałem drzewa i las jednocześnie?
- Tak, tam jest miasto.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Dziecko II
środa, 26 czerwca 2013
Dziecko
środa, 12 czerwca 2013
Strumień #1
piątek, 7 czerwca 2013
Co do nas należy na własność?
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony
Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody
Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,
Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.
wtorek, 4 czerwca 2013
Dylan Thomas & Cliff Martinez - Death Shall Have No Dominion
Dylan Thomas reading his poem "Death Shall Have No Dominion" mixed with piece from Solaris soundtrack "Death Shall Have No Dominion" by Cliff Martinez.
Photos: Dylan Thomas, Solaris (film), Cliff Martinez, Stanislaw Lem (he wrote novel - Solaris, it has been filmed three times)
Death Shall Have No Dominion
Dead man naked they shall be one
With the man in the wind and the west moon;
When their bones are picked clean and the clean bones gone,
They shall have stars at elbow and foot;
Though they go mad they shall be sane,
Though they sink through the sea they shall rise again;
Though lovers be lost love shall not;
And death shall have no dominion.
And death shall have no dominion.
Under the windings of the sea
They lying long shall not die windily;
Twisting on racks when sinews give way,
Strapped to a wheel, yet they shall not break;
Faith in their hands shall snap in two,
And the unicorn evils run them through;
Split all ends up they shan't crack;
And death shall have no dominion.
And death shall have no dominion.
No more may gulls cry at their ears
Or waves break loud on the seashores;
Where blew a flower may a flower no more
Lift its head to the blows of the rain;
Though they be mad and dead as nails,
Heads of the characters hammer through daisies;
Break in the sun till the sun breaks down,
And death shall have no dominion.
I don't own the copyrights for the contents of this video.