środa, 2 kwietnia 2014
Polecane w muzyce #1
Steely Dan
Zespół, który gra żywy relaks z intelektualnym zadziorem, pozwala odpocząć i jednocześnie pozostać ożywionym.
Spotify: Playlista
Youtube:
Violens
Mistrzowie nastroju, gry emocjami na wielowarstwowym poziomie, którzy codzienny chleb razowy potrafią przedstawić w sposób subtelny i pociągająco świeży, innymi słowy - lubią intelektualne podróże w wewnętrzny świat przeżyć.
Spotify: Playlista2
Youtube:
Ludovico Einaudi
Gra emocjami, która przeradza się w dryfującą łódkę, szukającą przystani, w blask słońca, który budując napięcie rozkłada się podczas wiosennego deszczu, by wielobarwnie zakwitnąć... A to tylko początek.
Spotify: Playlista3
Youtube:
Garść nowości (j.w.):
Stereolab
Abstrakcja, zaangażowanie, innowacyjny pop.
Spotify: Playlista4
Youtube:
Band of Susans
Słyszałeś kiedyś rozum z sercem, które dochodzą do porozumienia i tworzą wspólnie nowy wymiar komunikacji?
Spotify: Playlista5
Youtube:
Black Rebel Motorcycle Club
Kilka emocjonalnych kawałków, tylko tyle, ale mi to wystarcza.
Spotify: Playlista5
Youtube:
środa, 5 lutego 2014
Lady Godiva
Według legendy, gdy poprosiła męża, by złagodził drastyczne zobowiązania finansowe, którymi była obłożona ludność Coventry, ten postawił jej warunek: jeśli Godiva przejedzie konno przez miasto całkowicie naga – obniży podatki. Godiva postanowiła spełnić ów warunek, wymogła jednak na mieszkańcach, by wszyscy pozostali w tym czasie w domach, z zamkniętymi okiennicami, aby jej nie widzieli. Wszyscy usłuchali prośby, tylko jeden człowiek, krawiec, nazwany później Tomem Podglądaczem (ang. Peeping Tom), podejrzał okrytą jedynie długimi włosami Godivę przez otwór w okiennicy. Został za to ukarany ślepotą. Leofric docenił poświęcenie żony, dotrzymał danego słowa i zniósł wygórowane zobowiązania podatkowe. (tekst pochodzący z wikipedii - link do artykułu)
niedziela, 2 lutego 2014
Wspomnienia
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Strumień #2
Jadę w zimowej scenerii, zapomniałem rękawiczek, a na głowie zamiast czapki mam słuchawki, z nich sączy się do mojej świadomości stara rzeka. W tramwaju pada śnieg, co tworzy surrealistyczne wrażenie. Nagle zza ściany gęstego dźwięku dochodzi do mnie krzyk dziecka. Utwór się wycisza i przełącza, matka rozmawia z kimś przez telefon, posępne brzmienie wypełnia moje uszy, powoli nabiera tempa, a w tle pojawia się kolejny krzyk dziecka, ni to szczęście, ni niezadowolenie.
Kilka chwil później, mój plecak, który trzymam na kolanach staje się również miejscem spoczywania kryształków wody, ekran dotykowy smartfona wciąż staje się przyozdabiany kropelkami wody, które rozpraszają światło, tworząc małe tęczowe punkciki, nieustannie znikają poprzez odparowywanie i pojawiają się nowe po stopieniu płatków na ciepłym wyświetlaczu, część zmazuję, ścieram palcami pisząc. Mój organizm przełącza się w tryb wzmożonej produkcji ciepła, czego początek zwiastował dreszcz, który przebiegł z góry na dół i z powrotem.
Miasta mają ze sobą potęgę, wytworzone z naturalnych materiałów, które uginają się pod ludzkim zamysłem, jak i z nowych sztucznych materiałów, skonstruowanych przez człowieka.
Palę tytoń, wchodzę na poziom, gdzie znajdują się tory, stamtąd widać miasto i jego światła. Dobitny widok. Wiatr niesie zimno i śnieg. Obłoki dymu mieszają się ze śniegiem i parą wodną z moich płuc, tworząc szaro - niebieski skrzący się pejzaż, na małą chwilę. Kiedy już dochodzę do dworca i siadam na dwa momenty, czuję ten ruch jaki się tutaj codziennie odbywa. Ręce bolą w zetknięciu z wątłym ciepłem jakie tutaj się chwieje. Ciemny dach, który przecieka podczas intensywnych opadów deszczu. Brudna posadzka. Na wszystko patrzy ochroniarz, który przystanął na schodach prowadzących donikąd.
Ruszam spokojnym krokiem do pociągu, przy kasie się dowiedziałem, że odjedzie zgodnie z planem. Ostatnio nie miałem tyle szczęścia. Kiedy już jestem w środku, zaczyna się oczekiwanie na to kopnięcie mocy, które nas poniesie w kierunku południowo zachodnim. Ono jest jak cichy gong, który powoduje konieczność ruszenia mechanizmów maszyny, zaczyna się relacja.
Otwieram okno. Kolory nabierają soczystości, a przestrzeń przejrzystości. Przejeżdżam teraz obok przystanku autobusowego, z którego wspólnie ruszamy do centrum. Uświadamiam sobie, że zapamiętam ten przystanek, to miejsce na trasie. Oznacza ono dla mnie bliskość jaka z tego przystanka dzieli mnie od jej zasypiającej twarzy, od jej uśmiechu i oczu, w których jest coś niezwykłego i wzbudzającego wewnętrzne drżenie.
Ciepło pociągu mnie zaczyna obejmować, w tym kolosie ze stali, który jest napędzany elektrycznością - czuję się dobrze. Za oknami ciemność, jesteśmy jedynym jasnym punktem, powoli w tle pojawia się komin elektrociepłowni. Światła rozpalają się po lewo i po prawo. Małe miasto rozpościera się łagodnie, aż docieramy do stacji i centrum, sunąc po nachylonym nasypie, na którym łagodnie skręcamy. Budynki wysuwają się z ciemności, tory się rozwidlają, szpalery ulic biją światłami.
Hamowanie.
Stacja.
Wymiana pasażerów.
K o p n i ę c i e.
Ścigamy się z samochodem. Raz to my obejmujemy prowadzenie, raz on. Jego światła wydobywają fragmenty lasu i elementy ulicy z mroku. Przy przejeździe kolejowym zwalniamy, zostając w tyle.
Rozmowa, którą prowadzę dopełnia poczucie ciepła, które jest tutaj obecne, poszerza uśmiech.
Idę, szybkim krokiem mijam drzewa, których gałęzie i gałązki są pokryte soplami lodu, opadają ku ziemi jak lodowe palce, które chcą mnie pochwycić, opadają ku ziemi jak lodowe dłonie szpaleru baletnic, powyginane w niemych gestach. Trawa chrupie pod każdym moim krokiem, wygięta w łuk ciężarem deszczu, który zamienił się w lód, utrwalona w tym stanie. W tym zawieszeniu.
sobota, 11 stycznia 2014
Dżalaloddin Rumi (Dżalal ad-Din ar-Rumi)
Wikipedia
"W pogrzebie Maulany uczestniczyli wyznawcy różnych religii – oprócz muzułmanów także i grekokatolicy, Ormianie, Persowie i Żydzi. Zapewne miało to związek z przeświadczeniem Rumiego zawartym w jego poezji, że wszystkie religie stanowią drogę do tego samego boga."
Uważał, że miłość jest siłą stwórczą, a miłowanie Boga drogą do oświecenia.
Istnieją tłumaczenia na język polski, Rumi używał prostego języka do przekazywania skomplikowanych prawd o człowieku, miłości, Bogu.
Mały wybór z tomiku "W mgnieniu słów. Poezje":
W tym mirażu nieistnienia źródłem życia jestem ja.
I gdy w gniewie mnie porzucisz na wiele setek lat,
I tak w końcu wrócisz do mnie, bo granicą jestem ja.
Nie mówiłem : Niech nie cieszy cię scena tego świata,
Kiedy mistrzem dni i nocy twych radości jestem ja?
Nie mówiłem : Jestem wodą, a ty rybą,
Nie płyń, gdzie ląd, kiedy morzem barw i smaków jestem ja?
Nie mówiłem : Byś jak ptaki nie schodził ku przynęcie?
Zawróć, bo siłą lotu, mocą nóg i skrzydeł jestem ja.
Nie mówiłem, że ograbią, serce zmienią w bryły lodu.
Kiedy ogniem, blaskiem, ciepłem twej przestrzeni jestem ja?
Nie mówiłem, ze przymioty w ciebie włożą wszechohydy,
Byś zapomniał, że początkiem wszechprzymiotów jestem ja?
Nie mówiłem, byś nie mówił, gdzie przyczyna jest porządku,
Kiedy stwórcą bezprzyczynnym jestem ja?
Jeśliś światłem serca, wiedz, gdzie jest droga do domu.
Jeśliś Bogu podobny, wiedz, ze nad tobą jestem ja
Kiedy :ja” będzie „mną” jako takim?
Rzekłeś : To, co tajemne, daj na środek.
Gdzie środek w tym środku „mnie” spocznie ?
W tym statku wędrującym „mnie” jednakim?
Także morze zatopiło się we „mnie”,
Bezbrzeżne morze zwane „,mną” jako takim.
Nie ma „mnie”, w obu światach „mnie” nie szukaj,
Oba zatraciły się w świecie „mnie” jednakim.
Wolny od strat i zysków niczym niebyt.
Cudak zmiennie niezmienny „mnie” jednaki.
Rzekłem : O duszo! Ty i ja to jedno.
Gdzie jedność - rzekła - z okiem „mnie” jednakim?
Rzekłem : Skoro jeszcze nie ma cię w słowie,
Jam przed tobą mówiący bez słów jako taki.
Oto „ja” biegnące bez nóg, „mnie” jednakie.
Głos : Czemu biegniesz? słyszę nagle Spójrz
Na to jawne – niejawne „mnie” jednakie.
Gdy zobaczyłem Słońce Tebrizu ja,
To morze, skarb, kopalnię „mnie” jednakie
Nie szukaj mnie tam, bom z duszą jednym jest.
Każdy, wołając cię, myśli o sobie.
Ja zaś, wołając, ciebie dla ciebie chcę.
Ty też mnie widzisz w barwach, jakich chcesz,
Czy dobrych, czy złych? To bez różnicy jest.
Raz mnie przestępcą, a raz zdrajcą zwiesz.
To prawda, jam takim, póki-ś takim jest.
Dla ślepego nie ma mnie, jam pustką jest.
Dla uszu, co nie słyszą, jam niemy jest.
Jam wodą wód, sadem sadów, duszo !
Dla tysiąca róż jam jedna z nich jest.
Statkiem jest słowo, a sens morzem jest.
Wsiadaj szybko, bez ciebie on w porcie jest.
Z ciebie słodycz mej mowy i tutaj, i tam też.
Serce skosztowało twego wina – wyszło w świat.
Z nim czy bez niego – jestem, choć ono przy tobie jest.
Czekamy chwili, a serce pilnuje ciebie
W spokoju, w buncie, w zamieszaniu, w tłumie też.
Wino i wiatr od ciebie falą budzi serce
Szczęśliwe w upodleniu, w wysokich lotach też.
Chmura twej łaski w ziemię wsączyła swój napój,
Naszą duszą i życiem zmiękczyła granit też.
Gdy świat się skończy i ślad po człowieku zniknie,
Z tobą i duszy miło, i duszom razem też.
Twój pijany powab, twój czar i twoja magia
Wprawiły w osłupienie wszystkich – mądrego też.
Miłość kolcem kwitnie.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Wtedy miłość milknie.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Komar cię zwycięża.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Słoń ci nie dorówna.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Ciążysz chmurą smutku.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Mgły nikną przed tobą.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Kochanek się dąsa.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Podchodzi on w pląsach.
W chwili, w której wiesz, że jesteś,
Jak jesień się wichrzysz.
Kiedyś w mgnieniu, zapomnieniu,
Wiosnę w grudniu widzisz.
Szukając spokoju, w niepokoju się spełniasz.
Idź zatem za niepokojem, a spokój zyskasz.
Szukając przyjemności, nieprzyjemność rodzisz.
Odrzuć więc przyjemność, w truciźnie się odrodzisz.
Potrzeba sensu uczucie bezsensu obrodzisz.
Porzuć ją, a kwiatami sensu bezsensu rodzi.
Nie miłość kochanka, lecz hardość jego miłuj.
Wtenczas we łzach zobaczysz dar jego miłości.
Choru Wschodu, Słońce Religii znad Tebrizu –
Uwierz mi – przez mgły i gwiazdy przebije się nagi.
Piękno księżyca lepsze czy ten, co księżyc tworzy ?
O, sadzie ! Tyś jest milszy czy kwiat i trawy w tobie ?
Czy ten, co ziarna wzbudza, narcyzy mokre tworzy ?
O, rozumie ! Tyś lepszy wiedzą i zmysłem,
Czy ten, co w każdej chwili tysiące myśli tworzy ?
O, miłości ! Choć jesteś niespokojnie splątana,
Jest coś, co dla miłości opończę z ognia tworzy.
Właśnie tym ja pijany, stumaniony, zdumiony,
Co raz pali mi skrzydła, raz je znowu tworzy.
Z jego łaski w serc głębi jest i Szirin i Chosrou,
On z jednej kropli myśli tysiące skarbów tworzy.
W miłości wszystkie skarby zamienia w miałki proch.
A z tej miłości jeszcze inne rzeczy tworzy.
Och, Słońce Prawdy Tebrizu ! Gdy uczynki serca
Słońce w grot przetopi, w sercu tarczę stworzy.
Zakochanym jej bezdroża zawsze drogami.
Rozum mówi : Nie ma drogi poza zmysłami.
Miłość mówi : Już nie raz szłam tymi drogami.
Rozum stragan ujrzał, nuże towar swój chwalić.
Oko miłości za nim dojrzało stragany.
Niejeden Mensur, skrycie oddany miłości,
Wzgardził mównicą, wybierając szubienicę.
Kochającym fusy winne – szczęście zapału.
Rozumnym niedowiarkom – piekło niepewności.
Rozum mówi : Nie idź tam, w wyciszeniu jest ból.
Miłość mówi :Ależ w tobie jest niejeden ból.
Nie mów już więcej, wyrwij z serca istnienia ból,
Żebyś ujrzał w sobie bogactwa ogrodów strój.
O, Szamsie ! Tyś jest słońcem obłoku słów,
Słońce gdy wzeszło, rozpłynął się urok mów.
środa, 8 stycznia 2014
KobietaMężczyzna - czyli playlista #3
Pierwsza część odnosi się do mówiąc delikatnie, niezbyt udanej relacji, druga część odnosi się do stanu przejściowego i niepewności z nim związanej, trzecia część odnosi się do prób wyjścia poza negatywne schematy.
Dostępne na youtube: Playlista #3
Dostępne na spotify: Playlista #3
piątek, 13 grudnia 2013
Euromajdan
Co jest ważniejsze, idea czy ona? To w co chcę wierzyć i spełnić, to co jest odległe, za mgłą niepewności, czy konkretna twarz, włosy, oczy, usta...?
Zapaliły się lampy, na początku ledwo migotały, by chwiejnie zabłysnąć słabym światłem, z każdym naszym krokiem ich płomień potężniał. Miejski bruk wzdychał z każdym naszym poruszeniem.
zemdlałem.
Maska
piątek, 8 listopada 2013
Stan depresji i zawieszenia spraw czyli playlista #2
Jak się okazało, dużo utworów muzycznych jakie znam niesie ze sobą właśnie te cechy.
Zapraszam do słuchania:
Dostępne na youtube:
Playlista #2
Dostępne na spotify:
Playlista#2
czwartek, 1 sierpnia 2013
Przestrzeń
It doesn't call for total withdrawal"
- Znowu, znowu minął dzień, minęła noc, a ja nie zrobiłem nic sensownego.
- Wschód słońca, kiedy ja widziałem go ostatnio?
- Czy kiedykolwiek wcześniej widziałem drzewa i las jednocześnie?
- Tak, tam jest miasto.
poniedziałek, 8 lipca 2013
Dziecko II
środa, 26 czerwca 2013
Dziecko
środa, 12 czerwca 2013
Strumień #1
piątek, 7 czerwca 2013
Co do nas należy na własność?
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony
Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody
Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,
Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.
wtorek, 4 czerwca 2013
Dylan Thomas & Cliff Martinez - Death Shall Have No Dominion
Dylan Thomas reading his poem "Death Shall Have No Dominion" mixed with piece from Solaris soundtrack "Death Shall Have No Dominion" by Cliff Martinez.
Photos: Dylan Thomas, Solaris (film), Cliff Martinez, Stanislaw Lem (he wrote novel - Solaris, it has been filmed three times)
Death Shall Have No Dominion
Dead man naked they shall be one
With the man in the wind and the west moon;
When their bones are picked clean and the clean bones gone,
They shall have stars at elbow and foot;
Though they go mad they shall be sane,
Though they sink through the sea they shall rise again;
Though lovers be lost love shall not;
And death shall have no dominion.
And death shall have no dominion.
Under the windings of the sea
They lying long shall not die windily;
Twisting on racks when sinews give way,
Strapped to a wheel, yet they shall not break;
Faith in their hands shall snap in two,
And the unicorn evils run them through;
Split all ends up they shan't crack;
And death shall have no dominion.
And death shall have no dominion.
No more may gulls cry at their ears
Or waves break loud on the seashores;
Where blew a flower may a flower no more
Lift its head to the blows of the rain;
Though they be mad and dead as nails,
Heads of the characters hammer through daisies;
Break in the sun till the sun breaks down,
And death shall have no dominion.
I don't own the copyrights for the contents of this video.
czwartek, 30 maja 2013
Okruch
poniedziałek, 27 maja 2013
Kim jesteś? Czyli playlista #1
Jaki tak naprawdę jest świat?
Kto cię otacza?
Po co tutaj jesteś?
Spojrzenie z negatywnej perspektywy:
Dostępne na youtube: Playlista #1
Dostępne również w Spotify, niestety kilku utworów brakuje. Playlista #1
czwartek, 23 maja 2013
Toksyczni ludzie 2008-2013
Kiedy powiesz, że coś czujesz, to przepadłeś, chociaż jeszcze o tym nie wiesz. Pojawiają się problemy, to źle, tamto źle, to dobrze, tamto dobrze. Ani się nie obejrzałeś, a jesteś prowadzany na smyczy jak posłuszny pies. Uzależniasz się od wahań nastroju, prawdy, kłamstwa, uśmiechu, groźby.
2. Nieświadomość
Gdybyś uważnie trzymał za rękę poznałbyś to – kłębiącą się krzywdę, która nie daje normalnie żyć.
Gdybyś uważnie spojrzał, dostrzegłbyś zmęczoną twarz znerwicowanej osoby.
Gdybyś uważnie posłuchał, usłyszałbyś mowę nienawiści.
Gdybyś uważnie poczuł woń, strach sączący się z ciała by cię przeraził.
Gdybyś uważnie pocałował, ból, którego stajesz się wtedy częścią, by cię poraził.
Po kilku miesiącach to jest już pewne. Zrobisz wszystko dla tej relacji. Może cię sterroryzować i zniszczyć, może kiedy podzieli się nienawiścią, będziecie podobni? Ale to ty będziesz zdominowany. Może słowa o tym, że czuje są prawdziwe. Ale nie polegaj na tym. Chyba, że chcesz przygotować sobie grunt pod wizytę u psychiatry w przyszłości.
Ilu z nas dało się wytresować? Zamknąć jak dżinn w lampie? Niestety, trzy życzenia nie wystarczają, by się uwolnić. To zadanie na całe jałowe i pełne goryczy życie.
Spróbuj to skończyć. Potrafisz?
Spróbuj się czegoś nauczyć. Jeszcze lepiej.
Po tygodniu, dwóch, wrócisz. Bo brak, bo jednak były dobre chwile, bo to nie było najgorsze, bo nie masz co zrobić ze sobą, nie wierzysz w lepsze jutro. Dlaczego?
3. Upadek
Jesteś złamany.
Uwierzyć w toksyczną osobę, to jak oddać duszę diabłu, tylko, że realnie, tu i teraz. Wbity w ziemię, pozbawiony pewności siebie, stłamszony przez system nagród i kar, który blokuje twoje prawdziwe ja, przez wątpliwe nadzieje, leżysz obdarty, strzępie człowieka na łasce miłości, która potrafi się wyrażać głównie przez nienawiść. Twoje modły spełzną na niczym.
Odetnij się póki jeszcze spustoszenia nie są trwałe i ciężko odwracalne. Póki nie popadniesz w obłęd. Póki nie pojawią się namacalne powody by zostać, wyobraź sobie nieść ten krzyż z twoimi dziećmi. Wyobraź sobie słuchać zrzędzenia na starość i obcować ze złamanym już potomstwem, które poniesie wasze tradycje w następny wiek. Może cię to trochę otrzeźwi.
4. Zrozumienie
Może nie powinienem o tym mówić, bo byłoby ci łatwiej, ale chcę - tak naprawdę toksyczni ludzie zasługują na miłość, na zrozumienie, na terapię, są tacy, bo ktoś ich skrzywdził, ktoś zgotował im piekło, najczęściej w ich własnym domu.
Są jak zwierzę zamknięte w klatce, wciśnięte w poczucie winy, zakazy, nakazy, rodziców, którzy ich nie traktują z odpowiednią miłością, albo w ogóle ich brak, czy widziałeś szczęśliwe zwierzę w klatce hodowlanej? Może nie miałeś okazji.
Wyobraź sobie, że ktoś ci daje jeść regularnie, załatwiasz się w wyznaczonym miejscu, jeśli nie to czeka cię kara, której nie rozumiesz, możesz zrobić kilka kroków w jedną stronę, w drugą, czasem przysługuje ci prawo do spaceru po świeżym powietrzu w kontrolowanych warunkach, twój opiekun, inaczej – właściciel, tresuje cię, żebyś się zachowywał odpowiednio w stadzie, stara się dobrać partnerkę, która mu da satysfakcję i zyski. O niczym tak naprawdę nie decydujesz.
Nie dziwię się, że zwierzęta mają problemy z rozmnażaniem się, nawet w ZOO, które przy warunkach hodowlanych to hotel pięciogwiazdkowy.
Oczywiście ludzie są o wiele bardziej skomplikowani. Potrafią myśleć abstrakcyjnie, stworzyli cywilizację, fundamentem cywilizacji zachodniej jest chrześcijaństwo, co za ironia, zdaje się, że przykazanie miłości do bliźniego, najważniejsze ze wszystkich, tutaj nie obowiązuje.
5. Konkluzja
Zanim pokochasz kogoś, powinieneś pokochać siebie, dzieląc się miłością, mnożysz szczęście.
Jak chcesz pomóc, kiedy sam jesteś u granic wyczerpania?
Nie tutaj, nie teraz. Może nigdy.
Albo zostań, podążaj tymi ścieżkami, które nic poza cierpieniem nie przyniosą, żyj w strachu i niepewności, daj sobie wtłaczać nienawiść, kłóć się, rozstawaj – wracaj, wyżywaj na innych, bądź wiecznie niewolnikiem, daj się wyssać, płacz nad swoim losem, sam. Bo drugiej osoby tak naprawdę nie ma, jej statek świadomości dawno się rozbił, a może nawet nigdy nie miał szansy dojrzeć, by sprostać tym burzom?
Tylko ty możesz.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Czego szukał?
Pot sprawił, że ubrania oblepiały szczelnie jego ciało - długo wędrował.
Nie zdawał sobie nawet sprawy jak długo.
Przybył do tego miejsca, aby poznać tajemnicę. Nie wiedział nawet jaką, ale chciał tego całym wytężeniem swej młodej woli. Nie minęło wiele czasu, a jego podróżniczy byt zapragnął spokoju, wtedy osiadł Tam na stałe, zaprzyjaźniając się z ulicą i ścianami. Poznawał ludzi i istotę miejsca. Ci ludzie, To miejsce, go przeniknęli i nasycili jego pragnienie. Mimo tego, że nie odnalazł niczego czego myślał, że pożąda.
Pewnego dnia zobaczył, jak przedmioty i myśli krążą w społeczności, cały czas się transformując. Zrozumiał wtedy wartość ruchu i jej tajemnicę. Jednak sam się nie poruszał, nie wprowadzał swojej kreacji w ten świat, właśnie po to aby uchwycić aktywność, która go otaczała. Zrozumieć jej przemiany i to jak z czegoś tworzy się coś odmiennego.
Obserwował.
Wreszcie zamiast ludzi i zdarzeń ujrzał ciemność, która się kryła za całą misterną strukturą. Przeraziła go do głębi. Nazwał ją za przykładem innych Złem i wyklął ze swego życia. Poczuł wtedy, że musi znaleźć coś innego, coś co by mogło się przeciwstawić sile zła, a także wypełnić pustkę po niej.
Szukał na ulicy, w świątyni, i w pałacu, jednak jego spojrzeniem władała ciemność, którą odkrył.
Nowa siła przyszła do niego nieoczekiwanie, w kobiecej dłoni, która siała zboże. Wtedy poznał siłę, którą nazwał za przykładem innych Dobrem.
Wyszedł ze swojego mało znaczącego dla Tego miejsca zaułka i głosił prawdę Dobra na ulicy, w świątyni, i w pałacu. Wpierw wyśmiano go, a gdy to zawiodło, został wyklęty i wygnany przemocą. Pięścią, kamieniem, i laską. Zawiedziony i obolały udał się do lasu - skąd przybył, i gdzie przez tak długi czas był jego dom, czasem tylko przegryzany poprzez odwiedziny w innych miejscach.
Położył się na skale, wpierw z zamkniętymi oczami - odpoczywał.
W pewnym momencie poczuł na sobie westchnienie wiatru, wtedy odważył się spojrzeć w przestrzeń.
Co ujrzał?
Gąszcz zieleni pod nim, miasto znajdujące się przed nim, oraz niebo ponad nim. Zrozumienie spłynęło na niego wraz ze światłem gwiazd, wraz z wonią miasta zmieszaną z zapachem roślin, wraz z chłodem powietrza, i twardością kamienia.
Cicho i delikatnie.
Twardość okazała się pieszczotliwa, chłód przyjemny, woń łagodząca siłą wspomnienia i życia z niej bijącego, a gwiazdy dały mu żar rozlewający się po całym jego ciele. Kiedy wracał ujrzał Dobro i Zło, ich współpracę i nieustający konflikt, który gorzał między nimi. Wieczne przenikanie. I teraz sam je nazwał. Nazwał je Ładem, ładem o dwóch biegunach. Nie dobrym i złym, a negatywnym i pozytywnym. Zobaczył Ład na ulicach, w świątyni i w pałacu, zrozumiał harmonię i jej nieskończoną sinusoidę, odkrył to w samym sobie.
Uśmiechnął się lekko, do świata, do siebie.
I tak właśnie zakończyła się jego wędrówka, a rozpoczęło się życie.
Co odnalazł?
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Las
Ponieważ każdy jego oddech kosztuje miliardy atomów, gdyby się zdecydował odetchnąć pełną piersią, to wtedy stałby się straszny.
Mógłby zobaczyć o wiele więcej, przejść się ulicami, poznać ludzi.
Skażonych przez ludzkość.
Dlatego chodzimy do lasu, który stoi w miejscu, bo tak naprawdę najbardziej pragniemy poruszać się po wydeptanych ścieżkach, lubimy to co jest znane i mieści się w granicach fast-foodowej percepcji.
To jest imperatyw.
Lubimy typowe sytuacje, przewidywalnych ludzi.
Boimy się porażki, miejsca, osoby, z którą nie damy sobie rady.
I zawiedziemy, ich? Nie, absolutnie nie. Zawiedlibyśmy siebie, swój obraz jaki mamy o sobie, albo który pragniemy wykreować.
I tak utrzymujemy siatkę znajomości dla różnych celów, niektórzy szukają okazji do wykorzystania umiejętności znajomego, dla poczucia akceptacji lub przynależności do grupy, inni dla okazji do ruchania, jeszcze inni szukają po prostu relaksu, nigdy nie docierając do istoty swoich kompanów.
A czy to nie jest pasjonujące?
Jakby tak – odkryć człowieka?
Jak poznać go, dotrzeć z nim w trakcie rozmowy, czy też wspólnej czynności do najgłębszej jej/jego części.
Tym trudniejsze jest to wobec płci przeciwnej, to jest inny świat, inna logika, inne odczucia w danych sytuacjach.
Inne naciski, wpojone jak psu Pawłowa, którym ulegamy, przebywaliśmy tyle czasu w otoczeniu które nas programowało, jak tutaj odkryć chociażby siebie samego?
Jak to zrobić jeśli składamy się tylko i wyłącznie z masek, nakładanych na różne okazje, nawet wtedy gdy patrzymy w lustro?
Czasem wyskoczenie przez okno (na parterze) i bieganie po śniegu pomaga.
Czasem papieros na wielkim pustym parkingu pomaga.
Czasem słuchanie drugiej osoby, która ma coś do podzielenia się ze mną pomaga.
Czasem spacer kiedy pada śnieg – też pomaga.
Czasem łyk świeżego powietrza.
Czasem padający śnieg mnie wzrusza, powoduje, że zapominam o maskach.
Czasem blask słońca o poranku.
Staję się wtedy pełnowartościowy. Na parę chwil odrywam się od swojego brudu i jestem sobą.